Archive for grudzień, 2006

nie lubię

i zarazem nie będę. wyprowadziłam się z domu, z którego i tak się już z 1,5 roku temu wyprowadziłam. bez różnicy. mieszkam u rudej. ten wyjazd to koszmar jakis, albo mi jebły sensory. I Antenka w Kisielicach bawi…ach żyć nie umierać. Xanax i wino.

1 comment grudzień 29, 2006

Milners Tower

wlazłam wczoraj. od roku się zbierałam, a zajęło to może z pół godziny. prawdę mówiąc ilekroć wybieraliśmy się na wieżę, kończyliśmy w połowie drogi w starym nieużywanym basenie z bańką wina. F tak się ucieszył, że wlazł, aż na mnie nasmarkał.

Nerwowo i newralgiczne te nasze ostatnie dni. aż smutno.

3 comments grudzień 18, 2006

Przemiłą Atmosferę Świąteczną

skutecznie przegoniłyśmy z wczoraj na dzisiaj w parku simpsonów z Walizką. w pracy prawie zabiłam dziadka, generalnie brała mnie kurwa, czasem tak się dzieje, ze się gotują cebulki włosowe. A walizka sama się przyznała, że ona może iść “na piwo” bo nie piła od soboty chacha. zagroda w składzie: rum z plastiku, kola z puszki, łyski, wino, piwo (z łyski), walizka, nitka, tytoń, aparat fazy (pozdrawiam serdecznie). moja wizja wieczoru była b. do przodu-chciałam iśc na armaty do parku simpsonów, gdzie można pić winiacza i mieć widok na całą zatokę daglasową. walizka natomiast strasznie kręciła na początku i wymyślała jakieś paby, no bo faktycznie wiało, i padało, nie mniej jednak mieszkamy tu od roku, z wiatrem i deszczem na dzień co, warto więc nabyć przyzwyczajeń aurowych :)

2 comments grudzień 14, 2006

sto butelek na ścianie

 czytam sobie. a jedną zdjęłam

“…Moja przyjaciółka nie jest wybitną amfitrionką, nie traci czasu na zbędną paplaninę. Pogardza wszystkim co pachnie spotkaniem towarzyskim, salonem czy cyganerią. czas, jej czas, jest święty. Ja, Zeta, zrozumiałabym to-mówi-gdyby moje życie miało jakikolwiek sens poza zwykłym byciem tutaj, kręceniem się w kółko…”

Add comment grudzień 13, 2006

seks afera u Kordiego

kochane kobietki, tu Ludwikowe spostrzeżenie roku. jak wam cos z glębi was mówi, żeby czegoś nie robić, to generalnie ma rację. Nasze głosy wewnętrzne, mimo, że zrzędzące, podważające, wątpiące, no w dwu słowy-kobieca intuicja.

tak mi mówiło, a i tak polazłam. na impreze millenium do kordiego. a tam opary tijuany, ludzi tysiąc pięćset, grupa Jurka Owsiaka z Oświęcimia, no to sobie myślę-zatańczę…

Siedzę na krześle, a tu nagle wyrasta przede mną R. i >>>ale bym ją… ale bym ją chwycił, no mówię ci ludwik. Tylko co by na to moja mamusia?<<< o kurde, myślę sobie. przesiadam się.

Nagle koło mnie wyrasta koleś z monologiem >>>ej, jak myślisz na ile wyglądam? ej, no powiedz, wiesz, w polsce nikt nigdy mi się nie pyta o wiek, no na ile wyglądam, wszyscy mówią, ze na 28, ej, serio, ej? 28? chcesz wiedzieć ile tak na serio mam?<<< aż mi się zakręciło w głowie. patrze na kolesi i mu mówie, że 19. >>>kur.., no<<<i zniknął

Patrzę gdzie faza-no tak, zażywa buchów.

Postac pozytywna-góral z ojcem z Zęba, robi fajną muzę i ma dobrą gadkę

o 2 sie ewakuowałam, pod wpływem pewnego czarnego batmana, który nie tylko działał na moje koncówki nerwowe w pietach, ale także psuł obraz kobiety do stopnia zgnilizny. ewakuacja w momencie wręcz wskazanym hehe.

aaa.jeszcze w połowie wpadła jakaś polonia z oświęcimia, ztrasznie pigułkowi, z okrzykami piersiowymi >>>tak się bawi, tak się bawi…OŚWIĘCIM<<<

i jakiś osioł zarobił ode mnie w ryj. zdjęć nie ma bo po co. może wkleję jakieś nasze. no i pomysł Fazy roku: załóżmy wspólny blog (???)

4 comments grudzień 11, 2006

współczynnik tłuszowy w okołopośladkowej okolicy

no rośnie proszę Was, rośnie. i z tą świadomoscią zasnęłam wczoraj, żeby obudzić się nad ranem z postanowieniami zapisania się w końcu na siłownię ( czyn miał nastąpic przed pracą). Zmieniłam zamiary moje jednak i w zastępstwie zrobiłam sobie kanapki z chleba kradzionego, O!

pozostaje jeszcze jedna kwestia do rozwiązania, otóż: powszechnie wiadomo, ze weganie czekolady nie jedzą. Ludwiki jednak jedzą. jak nie jedzą, to wszyscy uciekają z domu, bo ludwiki od czekolady są uzaleznione (ojej, szczególnie jak Faza chowa w kapcie czekoladowe muffiny firmy Mars, albo się przejdzie obok półki z brownie od m&msa w tym małym sklepiku na górze)

czokowege. i już nic nie poradzę.

a fazol zażyczył sobie strony osobistej w moim małym przyczułku. no to mu zrobię przecież.

4 comments grudzień 8, 2006

miKoŁAjKI

no przecież. a ja niczego nie umieściłam w fazowym bucie :( zapomniałam poprostu

1 comment grudzień 6, 2006

off jesienny, wtorkowy

taką jesień mamy na Governors. I nawet wam nie powiem, że złapałam słońce na bezczeszczącym czynie świecenia (2 minuty?)

No to sobie idę, a tu taki kwiatek wiosenny

kurcze.\tak naprawdę to w torbie miałam Bardzo Ważne Dokumenty, z którymi udawałam się na pocztę celem ZAŁATWIANIA, ale najwidoczniej już nigdy nie będzie mi się spieszyć.

A tu niespodzianka. Bo to jest więzienie nasze. a mnie akurat figę obchodziło, nie mniej jednak zrobiłam zdjęcie, bo uwagę moją przykuł ten malutki niebieski pojazd. Transport Więzienny myślę sobie. 2 foty dalej gonił mnie Van z Więzienną Strażą, i nawet się przejęłam, bo zawartość Vana zaczęła sie na mjnie wydzierać, O!

no.

a manxy na swoim miejscu od lat. Strand Street, christmas shopping.

a teraz wypadałoby sie pospieszyć, bo za godzine musze być w pracy, a ciągle jestem w piżamie, i można powiedzieć, ze nawet pośmierduję.łobosz…

Add comment grudzień 6, 2006

miesiąc został…

‘Look, can’t you keep your row down…some of us have to get up early tomorrow and write children’s fiction.’

‘no to się nauczyłam nowej rzeczy
w tym dziwnie nierozpoznanym ciągle dla mnie
hateemelu’

Add comment grudzień 5, 2006

jadłodajnia pod ludwikowym kopytem

śniadanie (hmmm, dzisiaj przyjęte o 13 :)

bierzemy serek TOFU. rozpakowujemy go starannie, i sięgamy po miskę z szafki spod zlewu. rozgniatamy tofu (zadanie dla niemowlaka nawet, i każdy zrozumie, kto choc raz jadł). wsypujemy trochę soli (jeśli ktoś ma tak wspaniałych współmieszkańców jak my, można nawet rąbnąć trochę soli koperkowej :) , pieprzu, tymianku i trzemy ogóry dwa.mieszamy i na chlebek.mmm

obiad (17, bo faza z Vana)

ryż (najpierw moczymy, potem gotujemy, i tylko siła nadzwyczajna broni nas od gotowania go w tej same, odmoczonej wodzie)

bakłażanek-no właśnie. sprawa się komplikuje. kroimy w plastry ok.1,2cm, rozkładamy na talerzu, solimy. idziemy po pamier toaletowy, przez 20 minut zastanawiamy się w co się jutro ubrać, po czym zbieramy wodę z bakłażanów. odwracamy na drugą stronę, solimy, zmieniamy plan jutrzejszego ubioru na bardziej kobiecy, analizujemy dlaczego nie kontynuowaliśmy studiów, nie przypalamy ryżu, zbieramy wode. kroimy, wyciskamy bądź blendujemy 3 ząbki czochu mieszamy z oliwą, i odrobiną soli, i nacieramy nasze plastry. poczekamy chwilkę i wsadzimy je do piekarnika.i wyciagniemy za 30 minut.hehe.

2 comments grudzień 4, 2006

Previous Posts


All Rights Reserved © 2006 - 2007 Nitka Kopiowanie, przetwarzanie, wykorzystywanie i publikowanie zawartych na stronie elementów bez zgody autora jest zabronione.

halu? kaj nitka?

znikło

inne

Koornick

w trawie

nadbiegli

ostatnia wieczerza

kasia chro w Tleniona B.
fizia » ludwik… w would it be alright then?
amanii w Pani Basia z czwartego pi…
alfa w p-okruszek
kłaft w Tleniona B.

zmielono

wegedzieciak.pl