Archive for luty, 2007
21/02
zrobiłam magiczną zupę jabłkowo-selerową przy akompaniamencie portishead. ciągle mam fobię społeczną. bywa i tak. chciałabym jechać do Rejkiawiku pouprawiać bjorkową jogę. trzeba zobaczyć skąd ona czerpie siły na jej całokształtną trzepniętość.
tak, lubię kawę i papierosy. tak, bolą mnie płuca nawet przy małym wdechu. tak, męczę się na bieżni, tak, będę dalej palić, bo lubię papierosy.
boję się śmierci. ciągle o niej myślę. nie jestem szczęśliwa, i nienawidzę ludzi z którymi pracuję. czy mój blog czyta jakiś psychoanalityk?
i znowu nie wiem, na którą idę. na 4.30, czy na 5.30?
kiedyś, kiedy byłam w pierwszej rozjebaniowej chwili zakochiwania się w fazie zdarzało mi się przychodzić na 7.15, i spotykałam się z przeogromnym śmiechem, bo w grafiku miałam 2.15. zdarzało się też na odwrót. ojej wielkie rzeczy. tęsknię za Wydarzeniami Koolturalnymi Poznania. czy ktoś jest chętny przysłać mi słownik języka polskiego? bardzo potrzebny, bo głowa ma zastój. wkurza mnie, kiedy ktoś robi błędy ortograficzne. sama zaczęłam robić na tej odmóżdżającej wyspie.
a fizia sobie jedzie tam, gdzie zaczął się sezon na trooskhafki. coż za niesprawiedliwość mówię.
zlikwidowałam 2 plamy na korytarzu specjalistycznym środkiem. trudno się mieszka z facetem, który zostawia talerze po obiedzie na dywanie.
i chciałabym mieć córkę. miałaby połowę głowy ciemnej, a połowę blond. jedno oko niebieskie, a drugie szare. byłaby mądra i sarkastyczna z jedną brwią cienką, a drugą jak breżniew. zęby po tacie, dłonie po mamie, jedną stopę małą, a drugą nr buta 47. i na pewno znosiłaby do domu wszystkie zwierzeta świata w ramach szpitala u jedynaczki. podpijałaby kawę z kubka taty, i goniła wiatr. i miałaby na imię Zosia.
no to idę do pracy.
Add comment luty 24, 2007
20/02/2007
zupełnie mi się nie chce pisać, ani wklejać. dzisiaj bezkonstruktywniczy dzień. Ostatkowy.
bigos zrobiony:
-kapustka kwaszona z tesco, której nikt nie kupuje, oprócz polonii
-suszone grzyby od rodziców koźmy
-cebula
-pieczarrki
-posiekane pomidory z puszki
-tymianek, sól i pieprz
-czasem kostka sojowa, dzisiaj nie.
ziemniaki ala ludwik:
-manx new potatoes gotowane w skórce, rozgniecione butelką z masłem sojowym i cebulą smażoną
obiad gotowy. wersja dla fazy, 3 kiełbasy obok kapusty
z fizią będziemy jeździć po okolicznych wioskach. najpierw jednak musi nie zapomnieć makbila dla ludwika.
sprawa się rypie, mili odwiedzatorzy. czekam na internet. który sobie podkradam od kolegi imieniem artur zwanym. kij go wie, w życiu na oczy nie widziałam. ale codziennie, od miesi,ąca internet był po 22. od 2 dni głucho. a czekanie na nitkę wcale dobrze nie wpływa. nitka bowiem czekając niebotycznie tyje za sprawą czekolady cadbury, tudzież aero. jeśli ktoś nie wierzy, że można wypić 5 dziennie to niech się schowa pod łóżko. może nitka zaczęła traktować czekoladę jako zamiennik deprimu? heeeeeeeee. wrócił arturek do domu!!!! no to się ide łączyć
WIdEOFoN
obudziłam się wypiłam czekoladę i zobaczyłam słońce :O

umówiłam się z zalewską tamgdziezawsze

marta biegała, bo stoliki pełne

dialog:
Marta: kurcze, boję się tegorocznego TT. to jest ten 100tny
Fizia: a nie tysięczny???

walizka z pracy, ciągle czuła gówno, i sie obwąchiwała:

no to poszłyśmy. Fizia w poszukiwaniu Swojego Koguta

i tuż po cudownym jego odnalezieniu

kapelusznik

szajs

przyjaciółki z jednej półki

zaworek zaraz za śmietnikami bootsa. dzis nic.

6 comments luty 20, 2007
19/02/2007
19/02/07 (nie mam netu więc w notatniku. potem tylko wkleję)
hmm. zmienić taktykę. ale nie jestem napoleonem, wielkim strategiem. nie jestem też już nawet sobą, bo nagloe straciłam możliwości manipulacyjne, które owe działały kiedyś bez zarzutu. może materiał zbyt twardy. na singlu sexy boy, drugi utwór daje w czapkę.
pogoda pod chujnią. postanowiłam sobie wyobrażać seks z każdym przechodniem podokiennym, i nareszcie ubawiłam się po nos mój biały. bieda testosteronowo-hormonalna. to już nawet nie kryzys, bo z kryzysu się wychodzi. albo sie go przeczekuje. o 4 rano musiałam się napić wina. i wybuczeć. nitki sensory przestają nadawać, tak jak powinny. zatkały się wyspowym deszczem.
sen dzisiaj miałam o żółtych karteczkach z napisami: Name, Room, Bed. odklejałam je, bo pod nimi były ważne informacje, kiedy sie obudziłam wydawało mi się, że mam je ciągle przyklejone do piżamy.
idę przymierzać ciuchy. mam 2 funty, ale poprzymierzać nie zaszkodzi.
Add comment luty 20, 2007
zerwanki
nitka się zrywa. chciałaby zrywać boki, a zrywają się jej żyłki łączące serduszko…
bardzo dzisiaj zmarzła i zmokła do mokrej nitki. Nie pozostawiając żadnej suchej na nitce zmoczyła nitkę wyspa. krople były dziwne. mokre na zewnątrz, a w środku trochę zamarzniętego gówna. nitka na sobie musi też wykonać test na obecność krwi w nitkowych nitkach, a dokładniej plecąc na obecność B12, żelastwa (uuuu, dużo złomu w głowie), i gronkowaca złocistego. przyjemnego tego robala miałaby nitka napotkać w ranie pewnej 91 letniej staruszki, którą opatrywała tydzień temu i nie pamięta, czy w rękawiczkach. nitka zawsze używa ręczkawek, ale czy poprzednim razem zrobiła to-tego nie pamięta, albowiem robi to odruchowo. nitka natomiast ma problem z myciem rąk. zawsze zapomina. tak więc nabyła nitka specjalny specyfik do odkażania rąk nitkowych, który się wiesza u pasa, i który ciągle leży na lodówce w domu. hm.
a czy nitka wspominała, że robale do niej lgną?? opowiadała nitka o tasiemcu sprzed 4 lat? na imię mu było Ryszard, i sobie w nitce podjadał co smaczniejsze kąski. a nitka się bała zasypiać i zostawać w pokoju ciemnym, bo w tych okolicznościach wydawało się nitce, że ryszard nabierze odwagi, i się z nią wyjdzie przywitać przez otwór gębowy.
a czy nitka wspominała o owsikach sprzed 4 lat, kiedy to bawiła małą marysię, i marysię jej oddała mamę owsik w prezencie?
a czy nitka opowiadała o śmierci kuzyna swojego, który biedak zszedł pod prysznicem, bo wraz z przyrostem mięśni przerósł mu i mięsień sercowy w okolicznościach podawania sobie przyrostowego lekarstwa w udo? było to w lipcu 6 lat temu, i nitka nie posiadająca czarnych ubrań pogrzebowych udała sie do sklepu w celem nabycia takowych drogą kupna. W przymierzalni nabył PARCHA, który obleczył całe nitkowe ciałko na 2 miesiące letnie, co sobie nitka przechodziła w golfach i długich spodniach, bo wyglądała jak Ogr.
a czy nitka napomykała o rumieniu coś tam, którego spotkała w buzi pewnego napotkanego mężczyzny po pijaku, trochę się z nim całowała i musiała się długo odkażać antybiotykami????
historia pewnego robala u nitki nie zna końca, tak więc i czemu nie gronkowczyk, w dodatku złocisty.
Add comment luty 13, 2007
room for a bath
wcale nie chce mi się rzygać
a tu nowa łazienka



a to ramka zrobiona z makaronu penne

2 comments luty 12, 2007
złapana sieć
tak sobie łapiemy sieć od artura niejakiego. ostatnio wyjechał na 2 tygodnie i oderwana byłam o rzeczywistości (rzeczywistych wiadomości). doożo się dzieje ale nic specjalnego. potrzeba ucieszenia się tym co mam mnie gnębi. dla fizi prazent jest ciągle połowiczny, i kiedy fizia dowie się co przeszłam, żeby go sformalizowac przewróci się w talerz malin na pewno. zdjęć brak, bo przyjemności brak. hm. siostro, ciągle dywagujemy. damy znać. nie mogę czytać jakoś. kurka, potzrebuje kobiety!!!!!!!! żeby sobie posmęcić posmętnie, i przeanallizować sytuację z winem i czymś jeszcze. i nikomu nie powiem co dzisiaj zjadłam, bo aż szkoda gadać. jesień w pekinie mnie zachwyca, ale nie mogę się skupić. kurka wodna. czekam na fruzię, a niech wie, że ją ludwik nawiedzi. aga co z domem, opowiadaj. fizia, a ty sie już tak nie hcwal z tym polubieniem, i cholerną fryncją! już cię ludwik do marsylii wyszykuje, i naucz mówić elmo. och cholera jasna. dobranoc. faza mówi, że już idzie spać, a ja mam w głowie amora, więc idę go złapać za nogę

2 comments luty 11, 2007






All Rights Reserved © 2006 - 2007 Nitka
Kopiowanie, przetwarzanie, wykorzystywanie i publikowanie zawartych na stronie elementów bez zgody autora jest zabronione.










